Home Podróże Jak podróżować bardziej?

Jak podróżować bardziej?

przez Wojtek Wychowaniec

W moim świecie podróżowanie jest nieodzownym elementem minimalistycznego i szczęśliwego życia. W Twoim nie musi. U mnie podróżowanie i smakowanie świata jest jednym z przejawów wolności. Chodzi o podróżowanie powolne, przyjemne, niestresujące i nienadęte. 

Pamiętam, że będąc dzieckiem bardzo lubiłem wyjazdy w bliższe i dalsze zakątki kraju. Moi rodzice byli (i pozostali) mistrzami pakowania. Samochód zawsze rozciągał się do niebotycznych rozmiarów, żeby pomieścić wszystko, co będzie potrzebne. Wspominam te podróże jako bardzo komfortowe (nawet podróż maluchem z Kielc na Mazury). Mam jednak wrażenie, że dla rodziców podróże były trochę stresujące. Trzeba było wstać bardzo wcześnie, przygotować pokaźną wałówkę i niczego nie zapomnieć, a przecież podróż to relaks i odpoczynek. Czy aby na pewno? Czy żmudne przygotowania i realizacja napiętego harmonogramu pozwalają na zrelaksowanie?

Dziś moja przygoda z podróżami trwa w najlepsze, ale sam pokonałem długą drogę, żeby podróżować i odpoczywać naprawdę swobodnie. Kiedyś sam biegłem od „must see” do „must see” z zegarkiem w ręku. Dziś to się zmieniło. Zacząłem doceniać inne aspekty podróżowania, niż doktoryzowanie się nad przewodnikiem typu Paryż w 24 godziny. Chciałbym pokazać Wam kilka dobrych praktyk, które mi pomagają nieco mniej stresować się w czasie urlopu. Podpowiem Wam co ja robię, moje żeby podróże były piękną przygodą.

Na własną rękę 

Nie jestem fanem organizowanych wyjazdów. Uważam, że zbyt dużo zorganizowania utrudnia smakowanie i doświadczanie świata. Więcej spontaniczności sprawia, że możemy narazić się na przykrości, ale moim zdaniem warto. Niektóre sytuacje stanowią dla nas wyzwanie, tak fizyczne, jak psychiczne. Te doświadczenia kształtują nasze reakcje, a w konsekwencji charakter. Jak zachowamy się gdy zgubimy drogę na szczyt? Albo gdy stracimy siły? Albo zostaniemy obrabowani? Albo zachorujemy? Albo zniknie nasz bagaż? To o tym właśnie mówi powiedzenie: „w podróżach chodzi o to, że trzeba  się zgubić,  żeby się odnaleźć”. Z mojego doświadczenia warto czasem zagubić się w podróży, bo odnajdywanie się, może być wielką przygodą. Tylko jak to zrobić gdy będziemy biegli za „harmonogramem zwiedzania”?

Ograniczyć napięcie

Życie jest dostatecznie stresujące. Należy usunąć stres choć z urlopu, niezależnie od jego długości i charakteru. Warto pamiętać, że w danym momencie podróży Twoi kompani mogą mieć zupełnie inne potrzeby. Jeśli uszanujecie różnice oczekiwań, to łatwiej będzie uniknąć stresujących sytuacji. Z życia wzięta konwersacja czterech osób: „– chcę iść do tego muzeum – ja bym zjadła lody – a ja pizzę – a ja nie jestem głodny…”

Spontanicznie

Podróżowanie bez planu ma znacznie więcej plusów niż minusów. Jedyne czego może komuś brakować to „poczucia kontroli”, do którego tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni w wielkomiejskiej rutynie. Tymczasem to właśnie za następnym zakrętem możesz znaleźć niesamowity widok, cudownych ludzi, bądź zupełnie nowe doświadczenie. Podążanie za utartym szlakiem, często wciska nas w tłum turystów, co nie zawsze bywa przyjemne. Oczywiście czasem ciężko nie podążyć za tłumem do najsłynniejszych miejsc, ale warto pamiętać, że piękno może być tam gdzie nie ma turystów. Miałem kilka takich doświadczeń. Z całego wyjazdu nad toskańskie wybrzeże najmniej podobała mi się krzywa wieża w Pizie… :/ za to wspaniałe wrażenie zrobiła na mnie piękna plaża w Calambrone, pustawe nadmorskie miasteczko, mała knajpka za targiem rybnym w Livorno, czy biesiada włoskiej familii na kempingu.

Komercja czy natura

Ważnym dla mnie elementem podróży jest chłonięcie natury. Po kilku wypadach do znanych miast doszedłem do wniosku, że w gruncie rzeczy wycieczki te niewiele się od siebie różniły. Nie żałuje żadnej z tych wypraw, czy to do Paryża, Barcelony, Oslo czy Mediolanu. Miasta mają swoją duszę, swoją własną odrębność i wniknięcie w ich tkankę bywa przyjemne. Prawdziwy spokój i zachwyt wzbudza we mnie jednak natura. Niezapomniane wrażenie zrobiła na mnie wspomniana już Toskania, z poukrywanymi na wzgórzach samotnymi winnicami,  czy wybrzeże Amalfii, gdzie góry spotykają się z morzem. Nie ma nic piękniejszego niż zamglony szkocki szczyt Ben Nevis, podziwiany w towarzystwie szklaneczki, czy choćby rodzime Podlasie, Mazury i Bieszczady. Warto szukać własnego sposobu na relaks. Zarówno skomercjalizowane miasta, jak i przyroda mają swój urok, ale charakter podróży jest wówczas zupełnie inny.

Pieniądze, a podróże

Usłyszałem kiedyś, że „żeby podróżować trzeba mieć furę kasy”. Nic bardziej mylnego. Zależy kto czego oczekuje. Drogie hotele i ekskluzywne atrakcje na pewno wymagają dużego budżetu, ale podróżowanie, które ja lubię nie wymaga dużego nakładu. Tanie linie lotnicze zmniejszyły nasz świat w sposób, o którym poprzednie pokolenia mogły tylko pomarzyć. Kiedyś leciałem do Oslo za 16 złotych w dwie strony. To chyba niewiele. Cena wynajmu klimatyzowanego i bardzo komfortowego bungalowa  na polu namiotowym w Wenecji stanowi około 60% ceny najtańszego apartamentu. Nocleg w namiocie w szkockim parku narodowym nie kosztuje nic. Pieniądze i podróże nie są ze sobą zbytnio powiązane. Jeżeli nie podróżujesz to znaczy że nie chcesz, a nie że Cię nie stać.

Smakowanie świata

Jedna z moich ulubionych aspektów podróżowania jest food travelling, czyli po prostu poszukiwanie smaków charakterystycznych dla miejsc, które odwiedzamy. I choć bywa tak, że rumuńska ciorba di burta (coś jak nasze flaczki), albo angielskie fish and chips okazują się nie tak dobre jak można się było spodziewać, to zawsze warto próbować (znajoma Rumunka twierdzi, że nie trafiłem na pyszną domową ciorbę, a ja jej wierzę). W zamian dostajesz możliwość zjedzenia świeżutkiej foccaci, zrobionej przez oryginalną włoską Nonne, albo spróbowania świeżo złowionych chorwackich muli w sosie winnym, których aromat nie może równać się z niczym. Celebrowanie relaksu i świata przez jedzenie jest dla mnie jedną z kwintesencji powolnego podróżowania.

Bo dobrymi chwilami należy się dzielić

Do takich wniosków doszedł bohater filmu „Into the wild”, choć dla niego ta refleksja przyszła nieco za późno. Ludzie, z którymi podróżujemy i których spotykamy w podróży są najważniejsi. Jedni mogą stać się wrogami, drudzy mogą przynieść nam bezinteresowną pomoc, bądź zostać naszymi przyjaciółmi. To jest najpiękniejsza niewiadoma. Niezależnie od kraju, religii, czy statusu społecznego na dziesięciu ludzi jeden nas oszuka, dwóch nie polubimy, a trzech okaże się w porządku. Fajnie jest w trakcie podroży szukać tych, z którymi będziemy nadawać na tych samych falach. Spotkanie ich może być początkiem kolejnych przygód.

Blokada językowa

Wielokrotnie przekonałem się, że coś takiego jak blokada językowa nie istnieje. Jeżeli ktoś nie podróżuje ze względu na nieznajomość języka to po prostu nie chce podróżować. Mam kolegę, który z każdym napotkanym za granicą człowiekiem dogaduje się za pomocą polskiego i sugestywnych gestów (pozdrowienia dla Waldka). Komunikowanie się, składa się przecież nie tylko z języka. Po za tym zawsze można zaprosić na wyprawę kogoś, kto choćby w stopniu podstawowym włada obcym językiem, bądź skorzystać z rozmówek, czy aplikacji na telefon. Blokada językowa to tylko kolejna wymówka.

Minimalistyczne pakowanie

Mam wrażenie że niezależnie od tego jak bardzo linie lotnicze będą zmniejszać wymiary bagaży podręcznych, ja i moi kompani zawsze zdołamy się w nie spakować. Łatwiej podróżuje się jeśli nauczymy się, że wcale nie potrzebujemy tyle rzeczy, ile nam się wydawało. Standardowy zestaw na dłuższy wypad to sandały turystyczne i niskie buty trekkingowe, kurtka przeciwdeszczowa i polar/softshell, spodnie turystyczne z odsuwanymi nogawkami, bielizna, ewentualnie bielizna termoaktywna. Ten zestaw i jeszcze parę drobiazgów i można zwiedzić pół świata. Nie trzeba olbrzymiej walizy na kółkach czy modnych ciuchów z mediolańskim rodowodem, żeby doświadczyć fajnych rzeczy (a propos Mediolanu polecam apperitivo, czyli kolacje typu no limit nad kanałem tzw. Navigli – bezbłędna sprawa). A mniej rzeczy to mniejszy ciężar i więcej przyjemności.

Przyjemność

W podróży szukaj przyjemności. Jeżeli przyjemność odczuwasz w wyzwaniu, czy survivalu to szukaj wyzwań. Najważniejsze żeby było przyjemnie. Podróże są pięknym doświadczeniem, które pogłębia naszą osobowość, urozmaica życie i daje radość. Bądź takim podróżnikiem jak lubisz. Nie wywieraj na sobie presji, że musisz to czy tamto. Po prostu baw się dobrze. Bon voyage!

W podróżach są wszystkie smaki życia. Doświadczanie tych wielokolorowych podróżniczych przygód jest, nie tylko przyjemne, ale także bardzo wartościowe. Zależało mi, żeby pokazać Wam, że nieco mniej bagaży, nieco mniej planu i nieco mniej presji mogą dać świetne efekty. Powolne podróżowanie daje szybką przyjemność. Dlatego szukaj swojej radości z podróżowania i własnego, podróżniczego stylu. Dopasuj formę wojaży do swojej sytuacji życiowej – rodziny, czy etatu, ale błagam nie siedź w domu…

WW

2 komentarze
5

Może Ci się spodoba

2 komentarze

Peti 11 września 2019 - 14:39

Znacie moje podejście do podróży. Najchętniej na miesiąc przed wiedziałbym, w której restauracji zjem kolację i co to będzie. 🙂 No cóż, tak mam. Samo planowanie wyjazdów sprawia mi czasem więcej radości, niż sam w sobie wyjazd. (napisałem szczere i to dziwnie brzmi…). Im bardziej szczegółowo coś zaplanuje, tym lepiej się czuję. Kiedy okazuje się, że metro przyjedzie w takim momencie, że o 19.00 będę tam gdzie chciałem być, a zaplanowałem to dwa tygodnie wcześniej, to mnie to cieszy.

Dla mnie kluczowym było nauczyć się reagować pozytywnie (a przynajmniej bezstresowo) wtedy, kiedy plan się „wykrzaczy”. To jest obecnie obszar, nad którym pracuję. Pozostawiłem też „białe plamy” na nasz najbliższy wyjazd do Grecji. Wiem co można by zobaczyć/zrobić, ale to ustalimy spontanicznie na miejscu.

Podsumowując: nie umiem i nie chcę jednak wyjeżdżać całkowicie nie mając planu. Research, planowanie, kosztorysowanie, liczenie kilometrów itd. sprawia mi tak wiele przyjemności, że nie umiałbym się bez tego obejść. Niby próbuję, a tak na prawdę uparcie nie chcę od tego odejść. 🙂 Takie już moje dziwactwo podróżnicze.

Odpowiedz
Marcin Pawelec 22 września 2019 - 18:10

Hej Peti,
jak mawia nasz znajomy – no i dobrze 🙂 Przecież nie należy rezygnować z rzeczy które nas cieszą i wydaje mi się że wcale nie musisz na siłę jeździć „w ciemno”. A jeśli będziesz chciał kiedyś mieć „białe plamy” to możesz zrobić tak jak to zrobiliśmy na ostatnim wyjeździe – wiedzieliśmy co chcemy zobaczyć i wiedzieliśmy kiedy są dni, w których nie wiem co się będzie działo. I tak trafiliśmy na jedne z ciekawszych i nieoczywistych przygód i miejsc w naszej podróży. Każdy robi to co lubi 🙂
Powodzenia w eksperymentach i trzymam kciuki 🙂

Odpowiedz

Skomentuj Marcin Pawelec Anuluj odpowiedź

* Zostawiając komentarz zgadzasz się z postanowieniami Polityki Prywatności oraz Regulaminu.

Ta strona wykorzystuje ciasteczka m.in. do analizy ruchu. Więcej w Polityce Prywatności. Akceptuj Więcej

Polityka Prywatności